Spiżarnie sensów

O skrzydłach

Kochani Czytelnicy
Dawno mnie nie było, jednocześnie dziękuję za okazaną dalszą chęć lektury. Moja nieobecność spowodowana była rehabilitacją. W tym czasie, szczególnej troski o ciało i jego sprawność, miałam wiele czasu na przemyślenia. Będąc w szpitalu spotykałam się z bólem fizycznym. Spotykałam się, ponieważ doświadczenie to dotknęło mnie na pewien czas, niejako przyszło do mnie, by wiele mi uświadomić. Z jednej strony ból jest swojego rodzaju przeciwnością, bo któż z nas jest w możliwości powiedzieć, że radzi sobie z nim świetnie? Wszyscy miewamy gorsze i lepsze dni. Poza tym borykamy się z przeróżnymi schorzeniami. Z różnym natężeniem bólu i jego częstotliwością. Zdecydowanie niejednokrotnie można stracić cierpliwość, a nawet poczucie sensu, gdy ból bywa długotrwały i silny. Możemy go postrzegać jako nieproszonego gościa, szczególnie dzisiaj, kiedy poruszamy się w natłoku informacji, o tym, że mamy mieć lekkie łatwe i szczęśliwe życie bez niedogodności. Warto jednak przyswoić sobie prawdę iż trudne wydarzenia w naszym życiu będą się pojawiać. Nasza wolność polega na umiejętności wypracowywania podejścia do tychże wydarzeń Norman E. Rosenthal, napisał książkę zatytułowaną Dar przeciwności, czyli o tym ile nieoczekiwanych korzyści może nam przynieść sytuacja trudna. Pewnie nie odkryję niczego nowego kiedy powiem że trudności nas kształtują, dzięki nim odkrywamy w sobie potencjały głęboko ukryte, o których pewnie nam się zupełnie nie śniło. Jasne, że to wymaga niejednokrotnie wysiłku, a mówienie o wysiłku w pochmurny poranek, zimny potwornie, wydaje mi się absolutnie nietaktowne. Dlatego dzisiaj o skrzydłach. A zatem o tym wszystkim, co jest nas w stanie unieść, o naszych miłościach, motywacjach, o naszej wielkości , która pozwala nam zrobić kolejny krok, na zdobycie kolejnego szczytu – mniejszego, bądź większego. Tak wiele od nas zależy. Jeden z poetów sufickich napisał kiedyś, że przy każdym upadku i trudności ofiarowywane nam są skrzydła. Lubię myśleć o nich, jako o za każdym razem innych, dostosowanych do wielkości problemu, z którym się mierzymy,. Jednak kiedy natrafiłam na tę myśl, przyszło mi do głowy i serca pytanie: Czy ja w ogóle chcę przyjąć skrzydła? Czy chcę uruchomić potencjał, który jest we mnie , bo skrzydła rozumiem właśnie jako potencjał – czyli wszelkie pokłady umiejętności siły i miłości złożone we mnie, służące mi do tego by sobie poradzić. Jeśli natomiast mówmy o umiejętnościach jako o darach, warto również zastanowić się kto jest Darczyńcą? Wreszcie też nad tym czy potrafimy przyjmować dary dnia codziennego. Te niby zwykłe i najmniejsze. Czy jesteśmy wdzięczni? Wreszcie pojawia się pytanie co dla mnie oznacza poradzić?
Podczas moich spotkań z bólem, potrzebna była przeciwwaga, wsparcie. Dla mnie wsparciem stało się kilka obszarów. Po pierwsze modlitwa – taka na jaską w danym momencie było mnie stać. Po drugie wsparcie bliskich i przyjaciół, po trzecie pisanie. Po czwarte wyszukiwanie czterech powodów dziennie do tego aby być wdzięczną. A także pozwoliły z wewnętrznym poczuciem ciepła i pogody przejść ten niełatwy czas.
Nasze skrzydła, które zostały nam podarowane na trudne momenty w naszym życiu możemy nieustannie rozwijać, doprawiać im nowe pióra. Wiele od nas zależy…