Spiżarnie sensów

Nakarmić naszą ukochaną duszę :)

Dziś kwesta dokarmiania i nie sądźcie Drodzy Czytelnicy, że skupię się na kulinariach, choć te pewnie na też by się przydały. Jakie są Wasze gusta i zapatrywania? Poproszę o opinie. Dbamy o najbliższych, dogadzamy im chętnie. Nieba byśmy przychylili tym, których kochamy. Dokarmiamy nasze ukochane pupile… Dokarmiamy siebie na różne sposoby – niekoniecznie konstruktywne. Ja na przykład przyznam się do haniebnego dokarmiania siebie czekoladą Milka nadziewaną ciasteczkami Oreo. Wszyscy dietetycy pewnie czytają i grzmią w tej chwili, ja zaś prowadzę ten wstydliwy wątek do katastrofalnego wręcz zakończenia, iż dokarmiam siebie wspomnianą czekoladą w porach absolutnie nieodpowiednich, gdy chodzi o kwestie poprawnej diety. Zapytacie być może jak radzę sobie z poniesionymi konsekwencjami takiego postępowania. Otóż, przyglądam się oponce na brzuszku i akceptuję ją bezapelacyjnie. Nie mam ochoty na odchudzanie, wbrew przyjętym przekonaniom i trendom, mam natomiast ochotę być niezmiernie szczęśliwą. A żeby tak się stało trzeba bym dokarmiała duszę…Tak już bywa na tym świecie, że uparcie szukamy szczęścia na zewnątrz. A tymczasem wszystko nosimy w sobie, wszystko co jest nam potrzebne, nosimy w naszych wnętrzach. Od czego więc zacząć. Zapytacie zrazu jak to robić? Sposobów jest wiele. Moja dusza uwielbia łagodność ciepło, pozytywne słowa, w tym zaś szczególnie motywujące, że poradzimy sobie ze wszystkim co nas spotyka, że życie jest po naszej stronie i wspiera nas serdecznie.
Każdy z nas najlepiej zna własne wnętrze i wie czego mu potrzeba, by siebie podnieść, utulić, uspokoić, zmotywować, dodać sobie odwagi. Jednym ze sposobów dokarmiania duszy może być udział w Światowych Dnach Młodzieży. Nie mam wcale na myśli udziału na zasadzie wiwatowania w tłumie młodych ludzi i znoszenia licznych niewygód związanych z pielgrzymowaniem. Jasne, zaraz też niemal słyszę głosy starszych nieco Czytelników, że przecież to były światowe dni Młodzieży, Młodzieży… A jakże! A nasze dusze i wnętrza już takie stłamszone przez ilość życiowych doświadczeń, takie zabiedzone przez krzywdy, których doznaliśmy, takie obciążone całą niesprawiedliwością życiową.
Niegdyś starsza, stateczna pani, jedna z moich znajomych, obchodząc swoje 69 urodziny oznajmiła, iż w jej życiu rozpoczęła się młodość właściwa. Pozwólmy sobie czasem na odrobinę komfortu, świeżości, dobroci otwarcia, niewinności i czułości. Ja także nie biegałam w tłumie nie machałam kolorową chorągiewką, ale śledziłam podróż papieża na polskich ścieżkach. Słuchałam, przetwarzałam, zastanawiałam się co mogę zabrać dla siebie. Myślę, że najtrudniejszą postawą życiową, która nas głęboko zamyka we własnej samotności jest założenie, że już nic mi nie pomoże i nic na mnie pozytywnie nie wpłynie. Dobra wiadomość jest taka, że to my decydujemy, co i kiedy na nas wpływa. Ja podzielę się z Wami Drodzy Czytelnicy pewnym fragmentem, który w przemówieniu Papieża mnie urzekł i świadome przyjmuję go do swego życia… Nie przyszliśmy na świat, aby „wegetować”, aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi. przyszliśmy z innego powodu, aby zostawić ślad. To bardzo smutne, kiedy przechodzimy przez życie nie pozostawiając śladu. A gdy wybieramy wygodę, myląc szczęście z konsumpcją, wówczas cena, którą płacimy, jest bardzo i to bardzo wysoka: tracimy wolność…
W zależności od tego na jakim etapie życia jesteśmy, każdy z nas ma szansę pozostawić niezwykły ślad taki czy inny. Jakie są Wasze ślady Kochani Czytelnicy? Podzielcie się proszę co zostawiliście po sobie… Jakie dary dla świata, dla rzeczywistości? Czy zdajemy sobie sprawę, że obdarowujemy i jesteśmy nieustannie obdarowywani?