Spiżarnie sensów

Taka życiowa opoweść...

Jadę do pracy autobusem miejskim. Gdy o mnie chodzi uważam, że miejska komunikacja stanowi przestrzeń ciekawych obserwacji. A że autobus niskopodłogowy wsiadam, czym prędzej, wielbiąc swoją zwinność. Przeprowadzając ogląd tuż po wejściu, napotykam wzrok staruszka – niezwykle pięknego. starsi ludzie bywają pełni uroku. Nie do końca mam na myśli tutaj kwestie urody, szczególnie tej lansowanej przez uparte media, gdzie piękno jest łatwo, nadmiernie łatwo dostępne, zbyt oczywiste, płytkie. Jeśli tak, to czy w ogóle jest pięknem…? Zupełnie jak gdybyśmy nie potrzebowali więcej, aniżeli idealnie wymierzonych talii, rozwianych włosów, nienaturalnie wielkich oczy okolone rzęsami o fakturze wełny… A przecież prawdziwe piękno to coś daleko WIĘCEJ. Autentyczność, prawda… Szukajmy wspólnie. Zapewne każdy z nas nosi własną i niepowtarzalną definicję… A więc patrzę na staruszka. Starość bywa czasem bardzo widoczna, uobecnia się w doświadczeniu, to zaś emanuje z całej postaci człowieka. Ten pan w jasnym płaszczu i kapeluszy był doświadczony przez życie. Charakterystyczny ciężar emanował z jego pochylonej postaci, nawet zmarszczki krzyczały o tym, że wiele przeszedł. Wiele chwil szczęśliwych, ale i trudnych, a więc przeżył życie po prostu, przeżył wiele z tej burzliwej mieszanki zachwytu i zgorszenia, radości smutków i wszystkich emocji pośrednich, tej feerii sukcesów, porażek i równowagi, tej burzy namiętności miłości, wyborów i zdarzeń na które miał wpływ, jak i tych na które wpływu nie miał. Rozmowę poprzedza uśmiech, jakie to piękne. Z jednej strony naturalne, z drugiej zaś coraz rzadziej spotykane. Marszczą się wszystkie zmarszczki, przez autobusowe, brudne szyby wpada poranne zimowe słońce… Zaczyna od tego, że ja o kulach i że pewnie ciężko. I tu niespodzianka, bo mnie wcale ciężko nie jest. Jakby to określić… Nie spełniam standardów społecznych w tej kwestii akurat. Wręcz przeciwnie – chodzenie o kulach daje mi poczucie wolności i niezależności. Innymi słowy niewiele znajduję obszarów, które ograniczałyby moje możliwości docierania tam, gdzie pragnę. Proszę bardzo: góry morze, równiny, skamieliny, jaskinie, kopalnie soli tramwaje kajaki – wszystko w moim życiu jest otwarte, szczęśliwe i przesłodko dozwolone… Ale od kul się zaczyna, bo widoczne… Informują o chorobie, a choroba jak wiadomo wiele niesie znaczeń, np. może stać się powodem empatii: - Również bolą mnie nogi, być może kiedyś będę musiał chodzić o kulach jak i pani… - Poradzi pan sobie – odpowiadam z uśmiechem - Ach wie Pani, żona mi umarła rok temu i tak bardzo za nią tęsknię. Teraz moje życie jest trudne do zniesienia… Straty… Cholernie bolą, można serce wypluć czasem z tego bólu. Ale uczą, uczą jeśli tylko zechcemy się uczyć. Wysiadł, zabolał mnie jego smutek, taki na wskroś surowy prawdziwy, stanowiący część jego życiowej opowieści… Gość na kartach jego dni, determinant jego zachowania. Tymczasem autobus zmienił trasę. No tak – miejskie remonty, puszczone linie tramwajowe… Zmiany, zmiany… Zanim więc dojechał do oczekiwanego przystanku, minął zakład usług pogrzebowych czynny całą dobę. W oknach, którego panoszyły się dorodne trumny wysadzane pysznymi koronkami… Umieramy, to fakt – orzekłam w swoim sercu. A więc żyj, słodka Księżniczko, żyj intensywnie i najcudowniej jak to tylko możliwe! Żyję więc dzisiaj i oby też jutro!