Spiżarnie sensów

O miłości

 

       Najważniejsze relacje w naszym życiu to te, które tworzymy z najbliższymi nam osobami. Kochamy, bardzo kochamy, przyjaźnimy się, lubimy, nie lubimy, nienawidzimy… Tyle uczuć w naszym wnętrzu. Niektóre z nich uświadamiamy sobie inne nie, spychając gdzieś w zakamarki  duszy, bo niewygodne, niedozwolone społecznie, nieprzyjemne… I tyle już żyjemy na tym świecie, każdego dnia mierzymy się z nowymi sytuacjami, mierzymy się ze sobą, z własnymi reakcjami, bądź ich brakiem. Bardziej bądź mniej umiejętnie dążymy do poprawy jakości życia… Niektórzy odważnie stwierdzają: dążymy do szczęścia… Szczęście zaś – jakkolwiek je postrzegamy (a zakładam, że ile osób tyle spojrzeń na zagadnienie) jest nie tylko naszym przeznaczeniem, ale i w pewnym sensie obowiązkiem. Nosimy w sobie tę niebywałą potrzebę rozwoju, która jeśli jej nie zagłuszamy, towarzyszy nam niezależnie od liczby wiosen utrwalonych w dowodzie osobistym. Ostatecznie przeczuwamy, że miłość jest naszym celem i szczęściem, bo przecież kochać i być kochanym to nasze największe pragnienie, skąd więc tyle w naszym życiu zranień i niepowodzeń. Uczymy się całe życie, bo przecież miłość to niezmiernie delikatna materia…

 

 

    Wiele mądrości jest w tym naszym ludowym powiedzeniu: nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe, a gdybyśmy spróbowali: Rób drugiemu, co i Tobie miłe. Zaczynajmy od siebie. Dbajmy o siebie, wspierajmy siebie. Traktujmy siebie jak najbliższą i najukochańszą osobę, wtedy dopiero wypełnieni miłością, będziemy mogli oddać ją innym.

     Ciekawa to teza i chyba niełatwa praca wewnętrzna. Już słyszę chór przeciwników tego stwierdzenia: Przecież należy poświęcać się dla innych, być dobrym troskliwym, do tego stopnia, by naruszyć własne granice wytrzymałości, czy możliwości. Przecież nie wolno być egoistą. A pomyślmy przez chwilę, co dzieje się, gdy ranimy siebie, nadwyrężamy się, funkcjonujemy ponad siły, bądź też wbrew sobie…

    Wcześniej, czy później popadamy w stan przemęczenia, frustracji, braku emocjonalnego. Stajemy się niezadowoleni. Wymagamy od najbliższych rekompensaty, wdzięczności za nasze działania pełne rzekomego „altruizmu”. Czy świat, a w szczególności nasi najbliżsi potrzebują Babci bądź Dziadka, którzy nieustannie narzekają? A może gdybyśmy popracowali nad własnym szczęściem i zadowoleniem z życia, przyjemniej byłoby z nami przebywać…?

    Miłość nosimy w sobie. Ostatecznie z niej i do niej jesteśmy powołani. Warto ją w sobie odnajdywać, by móc obdarować innych.